Formacja
Odpust u Matki Bożej Ostrobramskiej
W kościele Matki Bożej Ostrobramskiej w Krakowie, odbył się odpust, w którym brali udział Rycerze z Rady 15128 działającej przy tej parafii.
Peregrynacja w Skarżysku Kamienna
Peregrynacji obrazu MB z Guadalupe,która odbyła się w Skarżysku Kamienna w dniach 22-29.10.2011.
Katecheza 1
Ks. dr hab. Tomasz Kraj E.c.
Kapelan Stanowy Pomocniczy Rycerzy Kolumba w Polsce
Kim jest i kim ma być Rycerz Kolumba?
W tym pytaniu jest zawarta pozorna sprzeczność, bo albo ktoś jest, albo ma być. Ta sprzeczność wskazuje jednak na jedną z podstawowych prawd życia chrześcijańskiego: tę mianowicie, iż będąc chrześcijaninem od momentu Chrztu św. jesteśmy wezwani, by stawać się chrześcijanami każdego dnia coraz bardziej i bardziej. Podobnie jest w przypadku Rycerzy: stawszy się Rycerzami Kolumba jesteśmy wezwani, by tymi Rycerzami stawać się coraz bardziej, rozwijając w sobie to coś, co każdy z nas otrzymał i podjął w momencie przyjęcia do tego świeckiego Zakonu. Pytanie, które sobie zadajemy brzmi: co to jest to coś, co nas, co mnie wyróżnia spośród innych ludzi, spośród innych chrześcijan?
Gdy stałem się Rycerzem Kolumba wszedłem do pewnej formacji, do pewnej grupy, która posiada swoją tradycję i swój sposób realizacji chrześcijańskiego powołania.
Sięgnijmy do początków Zakonu Rycerzy Kolumba. Został on założony jako odpowiedź katolickich mężczyzn na problemy katolickich rodzin w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie XIX wieku. Opis tamtej sytuacji pozwala dostrzec pewne paralele, pewne podobieństwa do sytuacji katolickich rodzin, czy rodziny w ogóle w dzisiejszych czasach. Ameryka w XIX wieku nie była tą Ameryką, którą wielu z nas ma przed swymi oczyma, gdy jeszcze kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu wydawała się ona idealnym miejscem do zamieszkania, gdzie królowała wolność obywatelska i dobrobyt dla tych, którym się chciało pracować i którym się powiodło. Ameryka II połowy XIX wieku była społeczeństwem, gdzie nie wszyscy mieli prawa obywatelskie i nie wszyscy byli traktowani jednakowo. Wystarczy wspomnieć los niewolników czy byłych niewolników, którzy do drugiej połowy XX wieku nie mieli praw obywatelskich. Do grupy obywateli gorszej kategorii zaliczano w XIX w także katolików, imigrantów z krajów katolickich, którym zarzucano brak pełnej lojalności wobec nowej ojczyzny, która jakoby miała wynikać z odniesienia katolików do Papieża, postrzeganego jako ośrodek polityczny poza granicami Stanów Zjednoczonych. Katolicy nie mieli jeszcze wtedy zorganizowanych form samopomocy, a ich sytuacja na rynku pracy też była gorsza niż członków Kościołów protestanckich. Zważywszy na patriarchalny model społeczeństwa (choć na pewno nie tak silny jak w Europie) sytuacja wielu rodzin stawała się szczególnie trudna, gdy różne wypadki losowe dotykały mężczyzn – wówczas często jedynych żywicieli rodziny. Rodziny takie pozostawały wtedy bez środków do życia. Odpowiedzią na tę sytuację było nowe stowarzyszenia – właśnie Rycerzy Kolumba, którzy stawiali sobie za cel pomoc rodzinom swoich członków w przypadku nieszczęścia. Z czasem pomoc ta rozwinęła się w regularną aktywność ubezpieczeniową, która dzięki dobremu zarządzaniu zaczęła przynosić zyski, których część przeznaczano i również dzisiaj przeznacza się na pomoc różnym formom aktywności w Kościele.
Bycie Rycerzem Kolumba oznaczało więc bycie obrońcą rodziny. Z czasem Rycerze Kolumba rozwinęli swoją aktywność także poza Stanami Zjednoczonymi i chociaż w większości krajów gdzie się znajdują nie prowadzą oni działalności ubezpieczeniowej , to jednak wszędzie wyczuleni są na los rodziny, której chcą pomagać na różny sposób. Pierwszym wyznacznikiem tożsamości rycerskiej jest więc troska o dobro rodziny, pomoc członkom rodzin, którzy znaleźli się w potrzebie. Niesienie pomocy na miarę możliwości, którymi dysponują Rycerze na danym terenie. Dlatego w Polsce, gdzie działalnością ubezpieczeniową zajmują się różne firmy ubezpieczeniowe i samo państwo, działalność Rycerzy póki co koncentrować się musi na innych formach pomocy rodzinom. W niektórych inicjatywach możemy brać przykład z Braci amerykańskich, na przykład włączając się w ogólnoświatową akcję wózków inwalidzkich, w innych musimy sami poszukać możliwych form pomocy potrzebującym.
Tej świadomości powinna towarzyszyć otwartość na pewne zasady podstawowe, które z taką aktywnością się łączą. Pierwsza rzecz to umiejętność dostrzeżenia potrzeb, przy czym w grę nie muszą koniecznie wchodzić potrzeby jedynie materialne. Nieraz jest tak, że ludzie się gubią, często pod wpływem złych wzorców szeroko propagowanych przez media, dokonują niewłaściwych wyborów i oni sami i ich bliscy ponoszą bolesne konsekwencje takich decyzji, bo nikt ich nie przestrzegł, nie doradził, nie wsparł duchowo.
Jak w takich sytuacjach można pomóc? Tu widzę miejsce dla rozmów z kapelanem, dla pytań, które należy zadawać odnośnie nauki Kościoła dotyczącej poszczególnych zagadnień życia małżeńskiego i rodzinnego. Najpierw samemu trzeba wiedzieć, co powinno być, by potem móc pomagać innym. Wtedy się może okazać, że wobec wielu sytuacji w naszym własnym życiu wydajemy się bezsilni, a co dopiero gdy przymierzamy się do pomocy innym, pogubionym ludziom. Nie jesteśmy jednak bezsilni: jest z nami Chrystus, który chce działać poprzez nas, zwłaszcza poprzez naszą modlitwę. Nie ma sytuacji, w której chrześcijanin nie może pomóc, bo zawsze można się pomodlić za osoby potrzebujące pomocy, nawet jeśli ja sam nie mogę bezpośrednio przynieść spodziewanej pomocy.
Tutaj otwiera się szczególne pole aktywności Rycerskiej: jest nią modlitwa, i to nie tylko ta nasza indywidualna modlitwa, o której przypomina nam Różaniec, który każdy z nas otrzymał wstępując do Zakonu Rycerzy Kolumba, ale nade wszystko modlitwa całej Rady (i to nie tylko na spotkaniach Rady raz w miesiącu). Przypomnijmy sobie słowa Jezusa, który mówi o modlitwie wspólnej: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18).
Także historia Kościoła wskazuje na potrzebę modlitwy jako wsparcia aktywności zewnętrznej, także pomocy potrzebującym. W czasie kiedy wzrastała aktywność apostolska Kościoła również rozwijały się klasztory kontemplacyjne i życie modlitwy. Gdy patrzymy na postępowanie bł. Jana Pawła II w czasie jego wizyt duszpasterskich, to zawsze widzimy Go wśród chorych proszącego o modlitwę. Wszelka aktywność chrześcijańska nie wynika bowiem jedynie z naszej dobrej woli, dobrze opracowanego planu działania i mocnych rąk chcących się poświęcać. Każde działanie chrześcijańskie musi być zakorzenione w Bogu i Jemu oddane, i przez Niego pobłogosławione, a to dokonuje się poprzez modlitwę własną i tych, którzy to działanie wspierają. Wtedy też i owoce są inne i inną mają one trwałość. Dlatego też nie tylko my obdarowujemy tych, którym niesiemy dobro, ale i oni nas obdarowują poprzez swoją modlitwę. Nie inaczej jest, a raczej nie inaczej powinno być, w przypadku dzieł Rycerzy Kolumba w Polsce.
Rycerze Kolumba są wezwani (i to stanowi najważniejszą część ich powołania) do obrony i promocji rodziny. Trzeba więc poznawać problemy polskich rodzin, problemy konkretnych rodzin, które czekają na naszą pomoc i którymi możemy pomóc, nawet jeśli nie będzie to pomoc spektakularna czy na masową skalę. Trzeba jednak pamiętać, że aktywność zewnętrzna łączy się ściśle z modlitwą, która poprzez łączność z Bogiem nadaje każdemu naszemu dobremu dziełu podwójny wymiar: sprawia, że taka aktywność nie tylko niesie dobro potrzebującym ale też stwarza niejako „od wewnątrz” tego który tę pomoc niesie. Niesienie pomocy potrzebującym nie jest więc zwykle darem jednej strony. Niosąc pomoc sami stajemy się stroną obdarowaną. Jest to zaiste niebywałe doświadczenie, które wyzwala w człowieku chęć i gotowość do dzielenia się sobą z innymi: swoimi czasem, zainteresowaniem, siłami, a nawet środkami materialnymi. Wtedy też zaczynamy rozumieć, iż większa jest radość w dawaniu niż w braniu, a nade wszystko, że poprzez to doświadczenie Bóg otwiera przed nami tajemnicę swojej ku nam miłości. Doświadczenie niesienia pomocy innym staje się drogą do rozwoju miłości w nas i okazją do dziękczynienia, że Bóg w swej dobroci taką drogę przygotował dla mnie powołując mnie do grona Rycerzy Kolumba.
Konwencje Stanowe w Polsce
Katecheza 2
Ks. dr hab. Tomasz Kraj E.c.
Kapelan Stanowy Pomocniczy Rycerzy Kolumba w Polsce
O byciu Rycerzem Kolumba, cd.
Kiedy napisałem pierwsze rozważanie i posłałem je Leszkowi Waksmundzkiemu, by w nie wglądnął, (co było życzeniem Carla Andersona po to, by się nie okazało, że rozważania są „ponad głowami” – taka ojcowska troska Najwyższego Rycerza) Leszek zaraz zauważył, że nie ma w nim za wiele o świętości. Odchodząc więc od głównego nurtu chciałbym nieco powiedzieć o świętości, do której wszyscy jesteśmy wezwani.
Mamy być świętymi, bo Pan Bóg chce, by Jego wyznawcy byli święci. Zaznaczył to już wtedy, gdy wyprowadzał Naród Wybrany z Egiptu: „Bądźcie świętymi, ponieważ Ja jestem święty” (Kpł 11, 44). Słowa te powtórzy św. Piotr Apostoł w swoim Pierwszym Liście, by nie było żadnej wątpliwości, że dotyczy to także uczniów Chrystusa, chrześcijan (1P 1, 16).
Będąc dziećmi Boga mamy, tak jak wszystkie dzieci, wielką ciekawość. Jak chłopiec dostanie karabin, który „sam” strzela, to od razu chciałby zaglądnąć do środka, by zobaczyć, co tam się dzieje, że „to” strzela. Podobnie dziewczynka: jak dostanie lalkę, która wydaje odgłosy kwilenia, śmiechu czy płaczu, też po pewnym czasie chciałaby zobaczyć do środka, by wiedzieć, jak lalka jest skonstruowana. My też jak te dzieci mamy taką ochotę, by zobaczyć do środka świętości, by dowiedzieć się, na czym ona polega. No właśnie, na czym polega świętość?
Mamy tyle przykładów: św. Franciszek, św. Jacek, św. Maksymilian Maria Kolbe, bł. Jan Paweł II, bł. Jerzy Popiełuszko. Jeśli jednak zastanowić się nad przywołanymi tutaj postaciami, to są to sami księża, zakonnicy, Ojciec św. Czyżby więc świętość była czymś zastrzeżonym dla stanu duchownego lub zakonnego? Nic bardziej mylnego!
Świętość to nic innego, jak wytrwanie w komunii z Bogiem. Gdy słyszymy słowo: „komunia”, to zaraz kojarzy się nam ono z Komunią św. I jest to dobre skojarzenie, ponieważ Komunia św. jest jedną z form komunii. Sama zaś komunia to jest bardzo szczególnego rodzaju wspólnota, do której wchodzi się poprzez dar złożony z siebie samego. Przykładem komunii jest małżeństwo. Mężczyzna powierza siebie kobiecie, która staje się jego żoną a kobieta mężczyźnie, który staje się jej mężem. Wzajemne oddanie, dar złożony z siebie samego (z siebie samej). Ten dar jest zadeklarowany w momencie zawarcia małżeństwa, a potem przez całe życie razem jest realizowany po kawałku, po trosze. Każdego dnia tych dwoje potwierdza wzajemne oddanie, a ich życie małżeńskie zmierza ku pewnej pełni, ku doskonałości.
Z czymś podobnym mamy do czynienia, gdy chodzi o odniesienie chrześcijanina do Chrystusa. Gdybyśmy chcieli sprawdzić, czy On się nam daje, to wystarczy sobie wspomnieć na słowa pieśni: „On się nam daje cały, z nami zamieszkał tu, dla Jego boskiej chwały życie poświęćmy Mu”. Pytanie tylko, czy i co ja Jemu daję. Deklaracja oddania przychodzi stosunkowo łatwo. Gorzej z wykonaniem. Swego czasu nasz Ojciec Duchowny w seminarium mówił nam o tym oddaniu. Deklaracja brzmi: „Wszystko Tobie oddać pragnę i dla Ciebie tylko żyć”. Dlatego Pan mówi do mnie: „No to daj mi dziś 10 minut wieczorem”, a ja mówię: „No, wiesz Panie, wszystko Ci dam, ale dziś nie mogę Ci poświęcić owych 10 minut!” Na to Pan innym razem: „No to przebacz swojemu bratu, bo widzisz, on czeka na to przebaczenie, a tak naprawdę, to Ja w nim do Ciebie przychodzę.” I znowu moja odpowiedź: „No, wiesz Panie, wszystko możesz ode mnie żądać, tylko nie to, żebym przebaczył mojemu bratu za to, co on mi zrobił”. „No to zacznij lepiej opłacać swojego pracownika, tego Józka, kierowcę. On ma żonę i urodziło mu się dziecko”. „Józka!? Ależ, Panie, on się ostatnio spóźnił, a poza tym mamy kryzys!” Wszystko Tobie oddać pragnę i dla Ciebie tylko żyć, jednak jak się przypatrzę swemu postępowaniu, to nieraz chciałbym dać tym, co za morzami i oceanami, bo tu może się skończyć na deklaracji, a jak przyjdzie do codziennego daru Chrystusowi, który przychodzi w bliźnim, to się okazuje, że właściwie nic nie chcę Mu dać.
Świętość polega na wytrwaniu w Komunii z Bogiem. On nas umieścił w tym miejscu i czasie, w którym wypadło nam żyć i wyobrażanie sobie, jakby to mogło być ładnie, gdybyśmy żyli w innym czasie i miejscu, nie zastąpi daru z siebie (z tego kim jestem i co mam, przy czym to co mam, to nie przede wszystkim pieniądze ale przede wszystkim czas, zainteresowanie, przebaczenie), na który z naszej strony dziś i teraz czeka Chrystus. Przez taki dar ofiarowany Chrystusowi i ze względu na Niego wchodzimy w szczególnego rodzaju wspólnotę z Nim. Ta wspólnota to komunia a wytrwanie w komunii z Bogiem to właśnie świętość. Oczywiście, sposób w jaki uczeń Chrystusa może wytrwać w takiej Komunii wymaga też pewnej uwagi (konferencji), bo to wcale nie takie proste. Także zastanowienie nad tym, do czego taka komunia prowadzi, będzie przedmiotem dalszych rozważań. Dziś ważne jest, byśmy zapamiętali, iż droga do świętości wiedzie przez komunię z Bogiem i wiedzieli już zawsze na czym owa komunia polega.
Na zakończenie jeszcze jedno słowo: do świętości są wezwani wszyscy uczniowie Chrystusa – my wszyscy. Rycerstwo daje więcej możliwości, by tę drogę w sposób świadomy razem z innymi (co bardzo pomaga) przejść. Dlatego na początku naszego wspólnego wędrowania tą drogą ważna jest odpowiednia intencja. Chodzi o motyw wstąpienia do Rycerzy Kolumba: czy wstąpiłem, by dawać siebie, by to była moja droga do świętości, jeszcze jedne kształt mojej komunii z Chrystusem, czy może raczej wstąpiłem z pragnieniem brania, by Rycerstwo mi coś dało, bo mi się to będzie opłacało. Nawet jeśli intencja nie była najszlachetniejsza, dziś Pan Jezus upomina się u nas o jej przemianę, bym pozostał dla Niego. W zamian wszystkim nam oferuje ŚWIĘTOŚĆ.
c.d.n.